Impreza na skalę światową swoich początków sięga końca wieku XIX. Był to rok 1895 i przede wszystkim sztuka dekoracyjna. Kolejne edycje pod wpływem coraz bardziej dominującej awangardy, przeobrażały się w ekspozycje sztuki głównie współczesnej, co
trwa do dzisiaj. Biennale organizowane są co dwa lata (te nieparzyste) i trwają kilka miesięcy. Tytułem wstępu, który każdy w sumie zna.
Tegoroczne Biennale to już 53 międzynarodowa wystawa. Głównym organizatorem jest Daniel Birnbaum, od 2001 rektor Staedelschule Frankfurt/Main.
Fare Mondi/Making Worlds to hasło, tytuł spinający wielką międzynarodową klamrą zbiory ponad 90 artystów z całego świata. Dyrektor wyraźnie podkreśla, że interesuje go zaakcentowanie samego procesu kreacji. Dzieło sztuki nie jest tylko jakimś obiektem, dziełem samym w sobie (ci, co nie zgadzają się niech podniosą głos!), jest przede wszystkim odpowiedzią na współczesny świat, jest mową na poczet życia. Jedyne, co decyduje o zakwalifikowaniu czegoś jako sztuki, to poważne potraktowanie czyjegoś działania, czyjejś pracy i spojrzenia na świat poprzez ekspresję. To jest stwarzanie świata.
Sztuka nie rozróżnia narzędzi pracy, nie zależy od formy prezentacji, dlatego na Biennale znajdziemy tyle różnorodności, które choć utkane z odmiennej materii, artykułujące inne tematy, dotyczą jednego: wizji świata.
Artyści mówiący swoimi prywatnymi językami, niekoniecznie mówią swoim narodowym językiem.
Żyjemy w czasach globalizacji, dyfuzji myśli i form, stąd nie warto w pawilonach szukać ducha narodu, bo te granice już dawno się zatarły. Przed wejściem do parku Giardini i Arsenale zostajemy z jedną wątpliwością: czy te nowe światy wynurzą się z miejsca spotkania innych światów, tych prezentowanych przez nas samych?
Moja pierwsza wizyta w Wenecji. Moje pierwsze Biennale Sztuki Współczesnej. Biegałam z mapą po całym parku, notowałam co ciekawsze wystawy. Momentami zdegustowana, momentami oniemiała poruszałam się po tym labiryncie sztuki przez cały dzień. Teraz już wiem, że za krótko.
Na szczególną uwagę zasługują w rankingu Rusia 2009:
Tomas Saraceno z pochodzenia Argentyńczyk, obecnie żyje i tworzy w Frankfurcie nad Menem. Jego prace to przede wszystkim ogromne instalacje w plenerze, zachwycające swoją formą. W Palazzo delle Esposizioni można się skonfrontować z wielką konstelacją lin i kół, które nas oplatają.
Fiona Tan i "Disorient". Jej prace poruszą każdego, kto interesuje się problemem pamięci, zwykłością życia przepełnioną magią. Chyba każdy marzył o huśtawce w domu
prawda? Pooolecam: http://www.fionatanvenice.nl/disorient/
Pawilon rosyjski również należy do moich ulubionych i to wcale nie z powodów prywatnych! Gosha Ostretsov to artysta balansujący między współczesnością a awangardą. Porusza problemy Rosji, która prawdopodobnie nigdy nie zrzuci maski
suwerennego państwa, troskliwie patrzącego na obywatela. To, co widzimy na Biennale to instalacja z rupieci, pamiątek pokrytych kurzem, zdezelowanych i pogryzionych przez czas. Skansen współczesnej Rosji.


I mój ulubieniec Anatoly Shuravlev, mający bzika na punkcie lingwistyki i semiotyki. W swoich pracach skupia się przede wszystkim na relacjach między signifiant i signifie. "Black Holes" jest instalacją pokazującą jego zainteresowanie do fotografii i filozofii z nią związaną. W szklanych kulach umieścił mikroskopijnej wielkości zdjęcia znanych i sławnych ludzi z telewizji, świata polityki, międzynarodowego Pudelka. Widzimy ich jakby przez kosmiczny dystans, pomniejszenie, nie możemy dostrzec ich w całości. Oni nas tylko otaczają.

Jednak zdecydowanym moim faworytem na tegorocznych biennale był pawilon skandynawski, a właściwie jeden wielki modernistyczny dom, gdzie każda zwykła-niezwykła rzecz-przedmiot nabierała innego znaczenia. Wchodzimy do czyjegoś
mieszkania, gdzie otacza nas czyjeś życie, czyjeś fikcyjne historie. Rozczłonkowana przestrzeń wielkiego domu podzielona jest na poszczególne części mieszkalne. Widzimy kuchnię z filiżankami niedopitej kawy, wymiętoszony fotel, gigantyczną wnękę w podłodze wyłożoną poduszkami, wszystko do użytku publicznego, tylko pamiętaj, żeby zdjąć buty, głosi napis. Mijamy łazienkę między dwoma wielkimi drzewami, których
szczyty znajdują się już poza okiem domownika. Owa toaleta otoczona jest szklanymi ścianami a zamiast po posadzce stąpa się w tym kosmicznym domu po otoczakach. Przemierzając czyjąś prywatną przestrzeń docieramy do stanowiska pracy, poznajemy
jedną z wielu historii mieszkańców tego domu. To pisarz powieści erotycznych, wyraźnie zaznacza, że jest modernistycznym twórcą. Niezwykły pomysł na teatralizację
przestrzeni, na połączenie sztuki i życia i wyobraźni i chłodnej skandynawskiej architektury wnętrza. A przed domem w basenie tonął manekin. "The Collectors" lubię najbardziej.
Do ciekawych, łapiących w pułapkę psikusów zaliczyłabym czeski pawilon, który był rekonstrukcją tego, co znajdowało się na zewnątrz. Trochę tak jakby ktoś krzyknął: nie zauważasz człowieku sztuki?
Trudno spamiętać wszystko, co się widziało. W głowie zostało pewnie tylko to, co miało zostać. Nic więcej nie dodam.
z wyrazami szacunku dla znakomitego polskiego poety Janusza B.
aga.








.jpg)















