Chwilowo młodzieżowe wojaże przycichły i choć emocje nie opadły równie spektakularnie jak po wielkiej bitwie kurz, zdałoby się podtrzymywać pozory blogowatości bloga. Janusz rozpoczął od Guya Maddina na ENH, nie wypada mi się powtarzać po próżnicy, dam tylko pokrótce upust swym odczuciom, bo miło jest pisać w entuzjastycznym tonie. Jest coś magnetyzującego zarówno w szaleńczym spojrzeniu Kanadyjczyka, jak i patykiem pisanym, zadziornie niechlujnym, a przy tym przestylizowanym i pełnym rozmachu stylu reżysera. Maddin w swych filmach bazując na estetyce znanej z kina lat 20, 30 konstruuje zupełnie nowy świat. To rzeczywistość? pełna szalonych wizji, nie podporządkowana logice prawdopodobieństwa, wypełniona bohaterami cierpiącymi na amnezję, oniryzmem poschulztowskim i tym co spychane w nieświadomość, bo nazbyt lepkie. To kino nie dające się okiełznać. Filozoficznie ujmując swą strategię Maddin głosi, że „tak jak każda potrawa smakuje mniej lub bardziej jak kurczak, tak każda opowieść jest w większym lub mniejszym stopniu melodramatem”. Jego melodramatyczne szafowanie sztucznością czyni autentycznym. Oglądanie dorobku Maddina może być rozkoszną zabawą, szczególnie jeśli jesteśmy w stanie uwierzyć w zbawienną moc pocierania brzucha chorego martwą mewą. Ja uwierzyłam!Popychając dalej karawanę i wciąż wspominając o tym co dobre, zwróciłam bym swe pokłony w kierunku dwóch świeżych sekcji, mam tu na myśli Nowe horyzonty języka filmowego, oraz Trzecie Oko. Pierwszy cykl na poły edukacyjny na poły dyskusyjny, na dodatek z obraną misją obserwowania zmian języka filmowego na przestrzeni dziejów. W tym roku mistrzowie ceremonii Jan Topolski i Grzegorz Kurek z wdziękiem i kompetencją wzięli na warsztat kategorię montażu filmowego. Na przykładzie 10 wyselekcjonowanych filmów omawiali konkretne innowacyjne zabiegi w tej dziedzinie takie jak poliwizja, kolaż czy montaż asocjacji.(O dziwo panowie uznali, za zbędne rozkminianie statusu ontologicznego dzieła filmowego po wprowadzeniu samej kategorii montażu - Wojtek Chyła buziaczki!). Jakkolwiek cykl uważam za bardzo ciekawy pewnie dlatego, że w jego ramach znalazło się kilka interesujących tytułów:)

Prawdziwym festiwalowym wydarzeniem był przyjazd Mike'a Figgisa i pokaz filmu Timecode wraz z muzyką miksowaną na żywo przez samego reżysera. Techniczna strona tego zabiegu, wykonywanego na 9 kanałowej maszynerii, nadal pozostaje dla mnie zagadką. Jakkolwiek Timecode jest filmem niezwykłym, akcja rozgrywa się jednocześnie na 4 autonomicznych wobec siebie ekranach. Dźwięk jest spoiwem łączącym te cztery wizualne ścieżki, to fonia kieruje naszą uwagę na element w danym momencie znaczący. Bohaterowie Timecode zmieniają swoje lokacje, pojawiają się kolejno na różnych kwartach, podobnie jak w Nowej Książce klasycznym poliwizyjnym filmie Rybczyńskiego. W przypadku filmu Figgisa nietuzinkowym zabiegiem jest zachowanie rzeczywistego czasu akcji, w trakcie 1,5 h trwania filmu brak jakichkolwiek cięć montażowych. (Twórca praktycznie argumentował ten zabieg jako wyraz znużenia długotrwałym czasem postprodukcji poprzedniego projektu.) Wszelkie reakcje bohaterów zostają zarejestrowane synchronicznie z 4 dość statycznych kamer. Znając ten szczegół podczas projekcji podziwiać można nie tylko odwagę reżysera, który na taką metodę pracy się zdecydował, ale i sposób w jaki dziewczyna Salmy Hayek podsłuchując jednym uchem wyżej wymienioną tworzy swoją postać zachowując real time. Poliwizja fascynuje pod względem percepcyjnym, można by Timecode oglądać wielokrotnie, kierując strumień koncentracji kolejno na poszczególne ekrany, zmieniając ich konfiguracje, znajdywać coraz to nowe smaczki. Idea dzieła otwartego, pozwalającego widzowi na kilka sposobów powciskać się w formę wydaje mi się być nad wyraz interesującą, w wypadku Timecodu niestety nie byłam jednak w stanie podtrzymać w sobie zainteresowania samym filmem.

Zupełnie innym filmem zrealizowanym również za pomocą montażu polifonicznego są Fragmenty Tracey w reżyserii Bruce'a McDonalda. W tym wypadku było zdecydowanie zarówno mniej chaotycznie jak i mniej statycznie. Powstało już ładnych kilka filmów o problemach społeczno-egzystencjalnych 15 latek (licząc chociażby tylko te z Ellen Page:), ten jednak polecam serdecznie chociażby ze względu na stronę formalną. W przeciwieństwie do Figgisa, Bruce McDonald nie używa równoprawnych, statycznych ekranów, widz nie jest już przysłowiowym stróżem nocnym obserwującym na monitorach obrazy z zamkniętego osiedla. Tutaj poliwizja służy skalowaniu obrazu, rozkładaniu na drobniejsze elementy, pokazywaniu na mniejszych ekranach w bliższym planie wycinków z większego ekranu. We Fragmentach Tracey ekrany zmieniają swoje rozmiary i położenie względem siebie, multiplikują się sprawiając wrażenie obrazu oglądanego przez niesymetryczny kalejdoskop. We Fragmentach Tracey przez cały czasy wiadomo, który z obrazów jest tym dominującym, tak jak wiadomo, że to Tracey jest postacią prymarną dla całej historii. Rozczłonkowanie obrazu odzwierciedla zaś złożoność, schizofreniczną chaotyczność świata dziewczyny. Zachowanie dominacji jednego z ekranów, pozwala reżyserowi na zaburzanie czasoprzestrzeni, zastosowanie odwróconej chronologii i odejście od timecodowego filmowania przywodzącego na myśl kino dokumentalne. Można przypuszczać, że w Przypadkach Tracey poliwizja, podobnie jak u Greenawaya jest w pewnym sensie spełnieniem kubistycznego marzenia, umożliwia bowiem w pełni pokazanie przedmiotu z wielu perspektyw i w wielu wymiarach jednocześnie.
Czkawka z 2002 będąca pełnometrażowym debiutem György Pálfia jest filmem nie poddającym się opisom i kategoryzacji. Choć to film etnograficzny (bowiem nakręcony z udziałem lokalsów w małej węgierskiej wiosce), choć to film pozbawiony dialogów (ich brak zostaje naturalnie zatuszowany), choć część pełnoprawnych bohaterów filmu znaleźć można w atlasie o faunie i florze, Czkawka w jakiś magiczny sposób buduje suspens i wywołuje śmiech. Dzieło Palfia zdawać by się mogło zbiorem ujęć niezdatnych do stworzenia serii o narracyjnej jedności. Jest jednak inaczej, film niezwykle zręcznie zmontowany tworzy logiczną konstrukcję, opartą zarówno na zasadach analogii : kształtów, kolorów, dźwięków, jak i na asocjacji która prowadzi do chronologicznego ustawiania ujęć w łańcuchy pokarmowe! Czkawkę trzeba zobaczyć, by się zachwycić, nie tylko dla wielce estetycznych zdjęć, ale też po to by przekonać się jak bardzo jest to film różny od reszty.Dla zainteresowanych próbka tutaj.
Film będąc eksperymentem formalnym jednocześnie wywołuje w widzu mechanizm napięcia rodem z klasycznej detektywistycznej historii. Na szczęście cały w tym urok Czkawki, by pozostawić warstwę kryminalną na tyle tajemniczą i niedopowiedzianą, że wśród publiczności pojawią się jej rozbieżne rekonstrukcje.
cd wkrótce
Pus

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz