
Kontynuując wątek śmierci i wracając do tytułu posta przejdę do filmu "Dubel" w reżyserii Johana Grimonpreza. Ten film to kolejny z foound footagowych eksperymentów, tym razem zdecydowanie bardziej udany. Choć główną inspiracją dla filmu było opowiadanie Thomasa McCarthy’ego o spotkaniu Alfredza Hitchcocka z tegóż sobowtórem, Dubel w pełnej krasie jest tak szkatułkowy jak największa matrioszka świata.
Motyw podwójności, dublerów, duplikatów i par zostaje świetnie zobrazowany wspomnianą już wcześniej found footage’ową techniką montażu. Reżyser Dubla wykorzystał jako surowiec różnorodne źródła, od kinowej wersji Ptaków, przez kroniki telewizyjne prowadzone przez Alfreda w TV, wiadomości i reklamy z czasów zimnej wojny, materiały z castingu na sobowtóra Hitchcoka. Grimonperez zręcznie manewruje materiałem, choćby poprzez dodanie odpowiedniej muzyki i precyzyjne zestawianie scen tworzy atmosferę niepokoju charakterystyczną dla mistrza Alfreda. Opowiadaniu przyświeca świadomość, iż spotkanie z tym innym, istniejącym gdzieś w naszym sobowtórem, może okazać się miażdżącym, z walki zwycięsko wyjdzie bowiem tylko jeden. W Dublu Hitchcocki pączkują niczym drożdże, jest Alfred Alfred, Alfred prezenter swojego show, kilku sobowtórów Alfreda i wszechobecny głos Alfreda atakujący z odbiornika telewizyjnego, z planu zdjęciowego i wreszcie z offu. Alfred zajmuje film jak swego czasu Gremliny zajęły miasto, nie wiadomo jednak do końca kim jest Alfred i czy aby na pewno jest on Alfredem:) W tym momencie nasuwa się popularna dyskusja o oryginale i kopii, dziele i reprodukcji. Wróćmy jednak do Dubla, zaskakującym rozwiązaniem jest wprowadzenie jako kolejnej osi zapalnej (kolejnej po Alfredzie:)motywu zimnej wojny, czasów kiedy odbiorniki telewizyjne zaczęły upowszechniać się na tyle, że po raz pierwszy można było zastanowić się nad manipulacją medialną, stosunkiem przekazu medialnego do rzeczywistości. Do ilu telewizorów musielibyśmy wejść po kolei by odczarować obraz Hitchcocka i zobaczyć jego samego miast ikony? Czy ZSRR i USA to nie duble tego samego mocarstwa? Grimonperez nie pozostawia materiałów bezwolnie, bazując na naszych mechanizmach percepcyjnych wytwarza klimat napięcia. Pokazując kilkanaście wersji uroczej reklamy kawy, można wywołać u widza oczekiwanie na eksplozję. Reżyser Dubla jest nie tylko świadomy tego faktu, ale też bardzo zdolny. Podsumowując : jeszcze nigdy pasożytnictwo nie było tak atrakcyjne.
Jakieś 100 lat temu wspomniałam o sekcji Trzecie Oko i zdałoby się o niej napomknąć. Choć nazwa cyklu nieść może różne konotacje, chciałabym od razu uściślić, że organizatorom ENH kojarzy się ona z brataniem filmu i tak zwanych sztuk audiowizualnych. W ramach pokazów zobaczyć można było choćby Demokracje Żmijewskiego, kilka filmów Kozyry czy wreszcie (największe nieodżałowanie) „Gdzie jest gdzie” Eiji-Liisy Ahtilli. Festiwale są wszakże sztuką trudnych wyborów. Napisać muszę o retrospektywie filmów Reynolda Reynoldsa, która wybrałam dość spontanicznie, a zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Okazało się, że twórca pochodzący z Alaski gotuje tak jak lubię, balansując miedzy gramatyką kinową, a „audiowizualną” stosuje zabiegi z którymi przeciętny widz jest oswojony, po to by za moment poddać je dekonstrukcji. NO EXIT głosi tytuł pokazu. W sytuacji bez wyjścia nie ma wytchnienia, napięcie emocjonalne nie słabnie. U Reynoldsa wszechobecna jest groza, choć bohaterowie pozostawieni sami sobie zdają się być pogodzeni z losem. W poetyckim i zwiewnym „Burn” płomienie trawią apatycznych mieszkańców domu, nie przeszkadzając im bynajmniej w zajęciach dnia codziennego. W "Niewidocznym życiu" kobieta uwięzioną w mieszkaniu ożywia chaosem swych myśli przyrodę, w efekcie wnętrze bohaterki i jej otoczenie zlewają się w całość, by ekspansywnym rozkwitaniem i wyrastaniem pochłaniać wolną przestrzeń. Jest jeszcze „Sześć mieszkań”, w którym na płaszczyznach dwóch ekranów z przeróżnych perspektyw obserwujemy statyczne życie ich mieszkańców. Tylko konsumpcja i rozkład mogą być tu świadectwem upływu czasu. W najdłuższym z zaprezentowanych „Sugar”, rządzi logika makabrycznego snu, następujące po sobie epizody prowadzą bohaterkę o niezapomnianym licku do znalezienia własnego trupa w lodówce. W gruncie rzeczy to wszystko co napisałam jest nieważne, każdemu bowiem życzę takiej ekstazy wizualnej, jaką zaserwował mi Reynolds swoimi kadrami. 
CDN
Pus

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz