Nasz piękny błotnisty festiwal w Kostrzynie nad Odrą jest z pewnością trochę z piekła rodem. Ale tylko trochę, tak tyle: | |. Są również i nie mniej męczące sposoby spędzania wolnego czasu wakacyjnego. Ja z blogową koleżanką proponujemy miesiąc wolontaryzowania się po festiwalach filmowych. Choć jest tego sporo ostatnio, to postawiliśmy na klasyki: Era Nowe Horyzonty i Letnia Akademia Filmowa w Zwierzyńcu. Porównywać nie będę, bo to zupełnie inny rodzaj imprez. Ale podsumować należy. Dlatego też zabieramy się do tego zadania w pełni władz umysłowych i ze świadomością, że nikt nie jest w stanie ogarnąć wszystkiego co się działo na wyżej wymienionych festiwalach. Ale polecić co nieco można.
Zacznijmy od ENH.
A z repertuaru ENH zacznijmy może od retrospektyw, które wrocławski festiwal przygotowuje bardzo znakomicie - dbając o zgromadzenie całego dorobku danego artysty, a także o to, żeby prelekcja przed każdym seansem, lub spotkanie z reżyserem rozjaśniło nam trochę obraz.
Największym moim odkryciem jest niewątpliwie Guy Maddin, nie nowicjusz na Erze, ale dla mnie zupełna nowość. Kręceniem filmów zajął się zupełnym przypadkiem, co z radością pokazuje w swoich filmach ignorując rygory warsztatowe. Sam mówi, że nauczył się filmowego rzemiosła tylko po to, aby się go oduczyć i kręcić po swojemu. Już od pierwszego swojego dzieła - "Opowieści ze szpitala Gimli" Maddin proponuje formę naśladującą czarno - białe, nieme produkcje. Kręci najczęściej na taśmie 16-to milimetrowej (czasem nawet na 8mm), co zamazuje obraz, pozwala zignorować niedoskonałości scenograficzne i skupia uwagę widza na akcji. Próbkę stylistyki tego reżysera można zaobserwować w tej krótkometrażówce.
Nie dba specjalnie o umiejętności swoich aktorów, o wystrój sceny. Tworzy za to magiczne opowieści, sięgające wyżyn absurdu, tylko po aby przedstawić nam swoją własną historię (bardzo często i bogato upstrzoną wątkami autobiograficznymi), która jest nam bliższa niż to się wydaje na początku.
Guy Maddin jest znany z tego, że uparcie mitologizuje swoje miasto rodzinne - Winnipeg - większość jego filmów dzieje się w tej kanadyjskiej miejscowości, nawet jeśli nie ma to większego sensu. Po prostu Winnipeg musi być.
Osoby, które widziały dzieła tego kanadyjczyka najczęściej wychodziły zachwycone po pierwszym seansie. Na dłuższą metę jednak ta poetyka mogła męczyć i jakoś tak zostawało, że ulubiony był ten film obejrzany na początku. Ja osobiście postawiłbym na "Piętno na umyśle" - niepokojący trochę film o trwałości i wadze wspomnień z dzieciństwa (a do tego okrutne eksperymenty medyczne i nastoletni detektywi), oraz na "Najsmutniejszą muzykę świata". Sam pomysł tego filmu (aby urządzić konkurs na najsmutniejszy utwór świata) jest genialny i bardzo nośny, a do tego przyozdobiony świetnymi aktorkami (Isabella Rossellini w roli baronowej bez nóg, za to z protezami szklanymi wypełnionymi piwem i Maria de Medeiros) oraz przepiękną, czarno-białą poetyką pokazuje w pełni geniusz tego reżysera. Można się kłócić, że na miano geniusza trzeba sobie zasłużyć, ale polecam książkę wydaną właśnie z okazji tej retrospektywy. Maddin sam przeciągnie na swoją stronę niezdecydowanych ogromną spostrzegawczością i zrozumieniem tego, czego zrozumieć zazwyczaj się nie da.
Widzowie ENH dzielili się, jak zaobserwowałem, na tych, którzy tłumnie szturmowali seanse Maddina i na zwolenników Tsai Ming Lianga. Zupełnie odmienna od pulsujących życiem obrazów Maddina stylistyka tajwańskiego reżysera po prostu nie przypadła mi do gustu, więc jego retrospektywę przemilczę.
Jako bonus - teledysk w reżyserii Guya Maddin do utworu It's a Wonderlful life amerykańskiej grupy Sparklehorse.
Janusz
czwartek, 20 sierpnia 2009
Woodstock? Filmem go! (ENH #1)
Etykiety:
ENH,
Era Nowe Horyzonty,
Guy Maddin,
LAF,
Letnia Akademia Filmowa,
Tsai Ming Liang
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz