wtorek, 14 lipca 2009
Love Me Tender
Jako, że wakacje nad kaszubskimi jeziorami sprzyjają raczej sztuce medytacji, w pierwszym poście wspominam mojego faworyta zeszłotygodniowego. Od 4 do 12 w porach wieczornych Targ Węglowy w Gdańsku błyszczał przybytkiem zwanym Świątynią Miłości. Interdyscyplinarna instalacja Rumasa i Wyrzykowskiego to kontener w kolorach marcepanu, otoczony lampkami choinkowymi, gdzie na wzór lasvegasowski można wziąć z pompą szybki ślub. Kiczowata otoczka rytuału robiła wielkie wrażenie, gołąbki, tiule, róże, lukry, radio plus łagodne przeboje, transmisja w wersji live na budynku teatru, oklaski. Ślubu wedle preferencji udzielał a) Elvis Presley, b) Lech Wałęsa c) biały miś z Tatr ( to chyba opcja dla fanów taterki, bo ciężko ją inaczej obronić). Czepiać by się można samej realizacji show, ale za 30 zika, dowcip nie musi być znowóż taki najbłyskotliwszy, a klisze takie niewyświechtane. Była zabawa, było co podziwiać, byli ochotnicy. Nawet dla kabaretowego lamusa najsłabiej wypadł Leszek, bo choć miał flanelę i mówił o teczkach, nie trafiał w powszechnie przyjęty rytm nawijki. Kto wie może akurat tych dziesięciu lepszych sobowtórów postanowiło wtedy zgolić wąsa. Jakkolwiek było romantycznie strasznie, a gdybym mogła cofnąć czas hajtnęłabym się z kwiatami numer cztery albo z twarzą Marilyn Monroe.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz