czwartek, 1 października 2009

Przerwa, jak widać, przerwa

Jak na razie nie do końca wiemy, czy ktokolwiek nas czyta. Z przyszłością wiążemy ogromne plany - będą nas czytać miliony, zygżdyliony, gazyliony. Czarni, biali, żółci, paru czerwonych - dokładnie w tej kolejności (aby nie być posądzonym o rasizm). Królowie i Królowe, książęta, księżniczki i książeczki, głowy państw (Lecha K. sfotografujemy jak nas czyta i zdjęcie sprzedamy za grube pieniądze do Faktu) i inni tacy. Nawet papież nas będzie czytał! Ten aktualny, a także, jak bóg mi świadkiem - ten prawdziwy, nasz, poprzedni. Do tego czasu, pewnie nas nikt nie czyta. I dobrze - nikt nie zauważył mniejszego, lub większego zastoju na blogu. Zastoju spowodowanego dużą mobilnością autorów, którzy się rozjechali na wszystkie cztery strony świata, czyli na południe, południowy - wschód i dalsze południe. Ale internet - tak jak biegunka - występuje pod każdą szerokością geograficzną. Więc jak się pozbieramy i odzyskamy trzeźwość umysłów, przystąpimy do pracy.

Zresztą nie aż tak dużo się wydarzyło w Polsce ostatnio, aby hałas czynić i bić w tarabany i ojciec do Zosi zapłakany:
W Białostockiem zdarzył się cud, Behemoth wydał dobrze przyjętą płytę (zacny teledysk), Zygmunt Bauman założył bloga (cwaniaczek - jak się chcesz Zygmuncie ścigać - podniesiemy rękawice; no może jak będzie trochę więcej czasu).
Trochę imprez teatralnych (wrocławski dialog, lubelskie konfrontacje) się zbliża. Zaczyna się najważniejsze święto dla fanów komiksu - MFK ver.20.0 - nic tylko składać życzenia i żałować, że udać się nie można.
No i szeroko znana, wychwalana od Uralu, po Racibórz, piosenkarka poznańska (choć możliwe, że trochę przesadziłem i zna ją tylko parę osób w Poznaniu) - Rebeka Skwarek uraczyła nas w końcu swoją myspacecową stroną. A jej niesolowy zespół nakręcił przykładny "trailer" swojej twórczości i umieścił go na portalu internetowym o nazwie youtube. Może kiedyś uda się jej przebić popularnością Zbigniewa Wodeckiego? Kto wie.

Te wyżej wzmiankowane przedsięwzięcia kulturalne i tak nijak się mają do cudu w Białostockiem. Sytuację będziemy śledzić i poinformujemy jeśli coś. A jak nie coś, to powrócimy z życiem blogowym niedługo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz